Fot.
Tytuł: Dzieje Rodziny Zimniak
Opis:  

To co widzia£,to co slysza£

W  ksiegach swoich to zapisal

Syn Andrzeja, Frankiem zwany

I w Chodziezy  zamieszkany

w miescie tym  byl krawcem znanym

                                                            Roman Zimniak

 

... Po Dziadzi Szczepanie i Babci Elzbiecie ilu nas jest czy wy tam wiecie?
Ilu z nas nazwisko Zimniak uzywa a ilu sie inaczej nazywa .

112    razem nas sie uzbiera£o  77   Dziewczat i   35  Ch£opców doczeka£o   .....

                                                                    Franciszek  Zimniak
                                                                              Chodziez

                      Dzieje   Dziembówka

 

         Lata  1600-1700

 

Zycie nad ta droga w Dziembówku powsta£o

Przeszlo trzysta latek w tym miejscu przetrwa£o,

Odkad tu Holendrzy nad Notec przybyli

I bagna nad rzeka w £aki zamienili

Kuznia do wozu naprawy,karczma do spozycia strawy.

Jeden dom dwupokojowy w noc gosci  przyjac gotowy.

Tak ca£y wiek tu sta£o co Dzembówkiem sie nazywa£o.

Skad wiadomosc ta ja £apie nie odszukasz jej na mapie                                                                                                                                                     

W miejskiej ksiedze nie wpisana z ust do ust  przekazywana

Tak przetrwa£o do pradziada ,ojciec dzieciom opowiada.

Jedna tylko o nas wzmianka ma£a w Potopie o nas zosta£a  

W te warunki znakomite wszystkie domy strzecha kryte,

Wolno dalej sie rozrasta, zywnosc swa stad sle do miasta

Zboze,mieso,len, konopie ,torf na £akach latem kopie.

We£ne strzyze z owczej skóry,spichrz buduje juz do góry

By towary w nim sk£adowac ,co mozna z krajem handlowac.

Gdy Brelinki rzeka sp£yna i towary w nim wymina

Lud rolnictwem sie zajmuje coraz wiecej produkuje.

W czas i pózna pora to godzine,by wyzywic swa rodzine.

Pan zabierze –pó£ za dzierzawe, ze tylko marna mozna jesc strawe.

A to dla siebie  i na podatki ,nie moze sobie zbudowac chatki.                        

                                                                             

                 Rok 1670

Odkad to Notecia towar w obie strony p£ynie

Jako spichrz by£ budowyny tu w naszej  krainie

Kiedy Klitzing Hute szklana w Dziembówku buduje.

W nim mieszkania dla swych rodzin szesnastu szykuje.

Brat naszego w Bia£osliwiu Wacusiem nazwany

tuz przy szosie do Noteci stoi nad £akami.

A czy wiesz jeszcze o trzecim moj mi£y cz£owieku

On swa s£uzbe jeszcze pe£ni tam w miescie Osieku.

A tez czwarty juz w Bydgoszczy tuz nad Brdy wodami

Wype£niony jest po brzegi swemi towarami.

Wszystkie z jednej strony rzeki stoja i czekaja kiedy

W nich majatki rolne swe p£ody sk£adaja                                              

dawnych latach juz tu stalo

 

 

                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                      

                  Rok 1870

Huta dom ten odkupi£a,swego mistrza wprowadzila ,

Po rzezniku tu zamieszka£ Majster od torfiarki.

Obok na torze zwoza,torfu pe£ne rolki.

Pompa do pobrania wody stoi wykopana

 I obok góra popio£u stoi usypana.

Tuz za górka przy piwnicach drugi tor z£ozony.

Na nim z Huty w dal wywoza popió£ wypalony

  

      Rodowód Rodziny Zimniaków

             Pierwsze   pokolenie ok. 1830 roku

 

 

Gdy dziadziusie byli mali, w wiosce Kruszce tam mieszkali

W lewo skrec przed £obrzenica i pola obsiane pszenica.

4 kilometry jadac w pole, po obu stronach majac pole.

Tam wioska jest murowana od dawna Kruszka nazywana.

Droga jak dawniej byla i swej nawierzchni nie zmieni£a.

Polna droga z wybojami w srodku z duzymi dziurami.

Z rodzicymi tutaj zylo, dwuch braci tylko bylo. 

 

                                   Drugie pokolenie  1845

 

Szczepan jeden byl nazwany,drugie imie zapomniany

Rodziców wczesnie stracili i oboje tylko byli.

Ile latek wtenczas mieli, tego nam nie powiedzieli

Nawet u kogo mieszkali, czy byli dorosli czy byli mali.

Jak z bratem juz sie wychowa£ i z tej wioski wywedrowa£.

W Rzadkowie sie zatrzymuje (1860rok),tu na d£uzej zamieszkuje.

W majatku prace dostaje i owczarzem tu sie staje.

Wiek zonaczki mu nadchodzi,Elzbieta z nim zyc sie godzi (1870 rok)

Córka Dereszów to by£a, w krótkim czasie go poslubi£a

D£ugo z soba zyli im tez dzieci sie rodzili.

 

                        Trzecie pokolenie

7       im sie urodzi£o  i weso£o w domu by£o

4       ch£opców, 3 dziewoje, chcieli jesc i miec tez stroje

Franciszka, Anastazja , Maria, Józef, Andrzej, Bronis£aw i Jan.

Jak znów oni podrastali dla siebie pracy szukali.

Józef z Józwem sie udaja, dla wszystkich prace dostaja.

Drugi Józef od Hoffmana wyruszyli rych£o z rana.
Te rodziny nie wiedzieli , równo 7 dzieci mieli ,

Droga nie za d£uga by£a (1895) do Dziembówka wprowadzi£a  

Ze huta tutaj pracuje ,rak do pracy potrzebuje.

Do Dyrekcji sie udaja i tu prace w niej dostaja.

Mieszkania obok dostali by sie predko wprowadzali.

Dwa najwieksze im przyznaje ,10 osób do pracy dostaje.

Z radoscia powracaja wszystko  w domu powiadaja.

Ciesza sie tu wszyscy wielce ,beda robic przy      butelce.                                                                                                                                                                 

W nowej pracy sie wprawiali beda dobrze zarabiali.

Tu szczesliwie, dobrze zyli i znow sie pozenili.

 

Tata  Andrzej  wzia£ Helenke , od Hoffnanow ich panienke

Jak rodzice sie pobrali ,i tak zyja sobie dali.

Gdy sie wszyscy pozenili Bronisia do siebie wzieli.

B£ugo z Bronisiem mieszkali i u nich tam umarli.

W Dziembowie tam spoczywaja.na Sad Bozy tam czekaja

 

Gdy rodzice sie pobrali (1909) mieszkanie takze dostali.

Pan Bóg z nimi tu pracowa£, dzieci siedem ofiarowa£.

 

                        Czwarte  pokolenie          

                                                                                                                                                                          

 Bronis£aw, Jan, Zofia, Agnieszka, Stanis£aw, Franciszek, i Antoni                  

      co roku nie dozy£,Bóg Anio£kiem jego stwozy£.  

Dalszych tez choroba atakowa£a lecz do siebie nie zabra£a.

Na Franciszka sie juz szykowa£a ,do siebie go zabrac chcia£a

Jak on d£ugo tak choruje, Pan od smierci go ratuje.

Tak dalej my podrastalim i swych rodziców kochalim.

Tu do szko£y my chodzili, lecz w Dziembowie ukoñczyli.

  Zosia z Agnieszka  tez dorasta£y,w szkole zas piec ogrzewac musia£y.                      

Ca£a tez klase po lekcjach zamiata£y, a rano o 5 – tej  juz piec rozpala£y                      

O 8-ej  lekcje sie rozpoczyna£y, to w klasie ciep£o byc musia£o.

Po Zosi, Stasia tez rozpoczyna£a, jak sie pracuje by o tym wiedzia£a.

Ja tez krowy po wioskach pasa£emi swoim rodzcom przy tym pomaga£em.

Tak pas£em w Prawomyslu i Dziembowie,  takze u Gruszy w Zelgeniowie.

 

Za to mamie dziekujemy, zalu do niej nie czujemy, ze pracowac naucza£a 

W przysz£osci sie nam przyda£a

 

Komunie w Morzewie w Kosciele przyjmuje  Janek i Zosia razem przystepowali   

  Agnieszka z Kuzynem razem jechali, a Stasia sama przystepowa£a.

Gdy moje przyjecie sie zbliza£o to memu ojcu pracy brakowa£o.

Pani Fredrichowa to sprawi£a, u Dyrektora wóz wyprosi£a.

Drabinisaty wóz ofiarowa£, tem nam wielka radosc ofiarowa£.

Ca£y wóz sianem umaili, po bokach trawy ustawili.

Wszystkie dzieci co do komuni przystepowali, rodzicami tam jednym wozem jechali.

Gdy Antos juz przystepowa£, los lepszy czas mu zgotowa£,

mama dwie powózki zamówi£a z nim ca£a rodzina jecha£a.

Jankowi dochodzi£o do roku  16-tego, rodzice mysleli o zawodzie dla niego.

Babcia u cioci w Ujsciu przebywa£a, bo córka jej wtenczas chorowa£a.

Herold w Ujsciu wiesci og£asza£ i do zawodu w Magistracie zaprasza£.

Babcia Hoffnann to wszystko s£ysza£a  i o warunki  przyjecia pyta£a.

Szybko mamie do Dziembówka znac da£a i Janka w tej nauce ulokowa£a.

Nadal dziewczeta tez podrasta£y, one tez sobie prace szuka£y.

One u Pañstwa w miescie robi£y, tu za gospodynie domowe pracowa£y.

I wieksze wynagrodzenie za prace dostawa£y.

Do takiej pracy przygotowane by£y, wszystkie Szko£y Gospodarstwa Domowego koñczy£y.

Mama to postanowi£a, ze do tej szkoly chodzi£a .

Jak ja 17 lat ukoñczy£em, to tez do nauki zawodu wstapi£em  (1937)    

 Stasia wtenczas w Chodziezy Pracowa£a i o nauke zawodu sie dowiadywa£a.

Tak sie szczesliwie z£ozy£o, ze u Leona Kabata wolne miesce by£o.

  Pieszo z tata do miasta spieszylim i termin rozpoczecia zaraz omówilim.

Po próbnym miesiacu umowe podpisalim i tak nauke kontynuowa£em dali.

U mistrza takze mieszka£em, to za zywienie op£acac musia£em.

Mama z tata jeden cel mia£a, tylko dla swych dzieci pracowa£a.

 

A Antos najm£odszy z rodznie nie móg£ sie nauczyc jeszcze zawodu.

12 lat wtenczas on liczy£, jeszcze umys£ wszkole cwiczy£.

Umys£ swój mial rozwiniety, w nauce bardzo by£ pojety.                            

 

Jak zadna matka z Dziemówka tyle dla swych dzieci zrobi£a,

na owe trudne czasy, ze kazdego zawodu nauczy£a.

Tyle jednak oszczedzac musia£a, ze kazda nauke op£acac musia£a.


Takie to wtenczas czasy panowa£y, kazda nauke ludzie sami op£aca£y.

Mówiono, ze duza fantazje mia£a, tyle swym dzieciom pomaga£a.

Fyrta-taki jej przydomek dali, zawsze pedzaca ja widywali.

Tata by£ znowu usposobienia innego, od slubu swego rózaniec ojców prowadzi.

Rózne modlitwy sobie gromadzi£. Przekleñstw zadnych to nie uzywa£,

Tylko Boga do pomocy wzywa£.

Papierosy to wcale nie pali£, tabake to zas sobie chwali£

Wino sam zas z owoców produkowa£, ale tylko jednym kieliszkiem poczestowa£.

Mawia£- jeden ci zycie os£odzi, tego nie wypij który ci zaszkodzi.

Gdy sam bywa to ustami rusza, w modlitwie z Bogiem rozmawia jego dusza.

 W Dziembówku torf dla Huty kopali  i dodatkowo dzia£ke uprawiali.

    Na Oiedlu  Warszawskim mieszkanie dostaja i czesto

Po nauce Janek w Poznaniu sie meldowa£ w Ubezpeczalni

Powszechnej pracowa£

Tam z Bogna(Borkowska) sie zapoznali  i  po paru  latach tez sie pobrali.


 w  Dziembówko odwiedzic przyjezdzaja.

 

Ja zacza£em do Trudki Kledzików chodzic, ale mama chcia£a temu przeszkodzic.

Tem my sie nie przejmujemy, po roku slub biezemy (1947).

 

Juz do tego nie wraca£a, bukiet slubny jej wrecza£a.               

Jechac do slubu mirta zegna£a, w kosciele slubujem,  ona umiera£a.

Jak sie wszyscy pozenilim i nowe zycie rozpoczelim

Mieszkalim na przedmiesciach Pi£y i tam dzieci nam sie urodzi£y.   

 

                Piate pokolenie 1947                  

 

Bozenka i Aleksander nam sie rodza, na swiat wiecej nie przychodza .                                                               

Kuzyni  takze sie pobieraja i swoje dzieci maja.

 

Po Diadzi Szczepanie   i  Babci  Elzbiecie   ilu  nas  jest  czy wy tam wiecie?

Ilu z nas nazwisko Zimniak  uzywa a ilu sie inaczej nazywa  .

 

112  razem  nas sie uzbiera£o  77 dziewczat   i  35 ch£opców doczeka£o

Po 10 latach co w Pile mieszka£m do swoje go domu w Chodziezy sie wprowadzi£em

Z oszczednosci pracy swego zawodu kupi£em 0,4 ha ziemi do za£ozenia ogrodu .

Rodzice  moi  d£ugo  zyli  Z£otych Godów   swych dozyli.           

Kolejno ich smierc zabra£a, nic ze soba nie zabrali, w jednym roku umierali.

Wszystkich, których  tam sie z£ozy wyczekuja na Sad Bozy                                                                                                               

Franciszek Zimniak

Chodziez

13.05.1920-27.10.1997

 

                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                 

 

 


 
Fot.
Tytuł: Narzeczeni -wspomnienia Franciszka Zimniaka-syn Andrzeja
Opis:

Dawno temu m£oda bylas, takze to zes  tez przezy£a

Mamo pusc juz mnie za reke, bo pozna£em dzis panienke.

Pozna£em ja z zaletami,ot co bedzie pózniej z nami.

Czy mi£osc bedzie szczesliwa,to przed nami sie ukrywa.

Jakie bedzie nasze zycie, zeby zrobis to odkrycie.

Co tez bedzie nas czeko£o, by w zycie wstepowac smia£o.

Wiesz co serce me przezywa, kiedy mi£osc sie odzywa.

Tak juz musi pewnie byc, by z wbranka wspólnie zyc.

Z czegos trzeba zrezygnowac, zeby móc juz sie ca£owac.

Zrezygnowac ze swobody, chociaz jeste jeszcze m£ody.

Aby blisko ciebie byc, by nie trzeba sie z tym kryc.

Czys Marysia czy tez Ania, wiec tys juz moja kochana.

Twoje imie  jest  GERTRUDA  , czy zycie sie z  Toba uda.

Czy nie bedziem narzekali, zesmy razem sie pobrali.

Tys juz moja a nie czyja , czy nie bedziesz dlamnie zmija.

Alem w Tobie zaslepiony, jak ten baran podrazniony,

Jak ta cma co z ciemna leci, bo tam jasno swiece swieci.

Leci szybko tak jak moze , choc skrzydla popalic moze.

Tak do Ciebie tylko lece, choc duzo dziewczat na swiecie.

Co Ty masz w sobie takiego, ze przyciagasz mnie jednego.

Bedziem z soba juz sprzyjali,bysmy lepiej sie poznyli.

Kiedy dobrze sie poznamy, razem wspólnie zamieszkamy.

Przedtem bedzie slubowanie, poszukamy tez mieszkanie.

Do koscio£a sie udamy, przed o£tarzem tu klekniemy.

Obraczki sobie w£ozymy,gdy rece beda podane,

Stu£a przez ksiedza zwiazane,

Na swiadka wezmiemy Boga, by dotrzymac moja droga

Cosmy przed nim slubowali,to do koñca przestrzegali.

Przysiege sobie z£ozymy, na swiadka Boga wezmiemy

"Werni Kreator" nam zagraja, wszyscy Kosció£ opuszczaja.

Do domu sie udajemy, dobrze zjemy, popijemy.

Miejmy jak najlepsze checi, niech nam zgody nikt nie meci.

Rodzina zesmy sie stali,bym sie zawsze mi£owali.

Do pomocy wezmy Boga,to ci mówie moja droga.

Kazan tych bedziem s£uchali, pod£ug nich postepowali

Zycie swe poswiecmy Bogu,

Gdy staniemy juz na progu, i na progu do wiecznosci

Na cmentarzu z£ozym kosci,

Bym zycie dobrze przezyli ,cale zycie z Bogiem byli

Franciszek Zimniak

Chodziez

13.05.1920 - 27.10.1997


 
Fot.
Tytuł: Wspomnienia Jenieckie z lat 1939 - 1945 Jana Zimniaka
Opis:  

           Wspomnienia  Jeniecki

      z  lat  1939 -  1945

        Jana  Zimniaka

  Spisane w m-cu listopadzie  1 9 7  2 roku w Poznaniu

 

 

                           I   Mobilizacja

Dzieñ   24  sierpnia 1939  roku  od  godzin  przedpo£udniowych  zapisa£  sie  nie  tylko  w mej  pamieci  szczególnymi  wydarzeniami.

Udajacy  sie  w  tym  dniu  do  pracy  nie  wszyscy  zrazu  zdawali  sobie  sprawe  z  wazkosci wydarzeñ  jaki  za  kilka  juz  godzin  zaczna  znaczyc  nowy  bieg  dziejów  dla  naszej Ojczyzny,

ba ! conajmniej  ca£ej  nawet  Europy.

Zatrudniony  by£em  w  charakterze  pracownika umys£owego  w  Oddz .Wojewódzkim  ZUS  w  Poznaniu  przy  ul. Poznañskiej.

Prace  w  tym  dniu  rozpoczynalismy  normalnie. Czesc  Kolegów   przebywa£a  na  urlopie poza  Poznaniem.

Oko£o  godz. 9:30  da£ sie  zauwazyc  niecodzienny  ruch  kolejowy.

Otóz  z  kierunku  Szamotu£  i  Obornik  zacze£y  nadchodzic  pociagi   towarowe  wiozace rezerwistów  do  jednostek  wojskowych.

 Oczywiscie  podzia£a£o  to  na  nas,  ludzi  m£odych, majacych  poza  soba r ówniez  odbyta s£uzbe wojskowa, bardzo  zywo.

Na  dociekanie , czy  domys£y  nie  by£o  zbyt  duzo   czasu,  gdyz  zacze£y  juz  nap£ywac imienne  karty  mobilizacyjne, doreczane  przez  Zony  wzgl. bezposrednio do Dyrekcji  ZUS.

 Nie by£o godziny , by którys z  kolegów  ZUS-owców  nie opuszcza£ Zak£adu,udajac  sie  do domu , by   sie  spakowac , pozegnac  z  rodzina i jak najszybciej wyjechac do swej jednostki  mobilizacyjnej.

 I  tak  np. “Staremu Kumplowi“ Janowi Lisiakowi , przebywajacemu  na urlopie  w  Puszczykowie   karte  mob.dowioz£a  motocyklem  kolezanka  Ojcumi£a   Falkowska , która  „zdje£a“  Go z urlopu  i  przywioz£a  na  swoim  stalowym  rumaku  do  Poznania , aby  tylko jak  najwczesniej  móg£  stanac  w  swej   jednostce  wojskowej.

Oczywiscie tok normalnej pracy biurowej by£ juz zak£ócony i nikt  juz  w  tym dniu,poza„Dzia£em Personalnym“ konkretnej pracy  nie  wykonywa£.

Jakkolwiek dzieñ ten nieby£ „normalnym"wnaszej urzedniczej karierze, to jednak wypadki ostatnich tygodni usprawiedliwia£ytaka  mobilizacje , która  przyjelismy  raczej  jako rzecz  „gotowosci  bojowej“majac  nadzieje, ze „jakosc to bedzie“  i napewno  nied£ugo sytuacja sie  unormuje,bo nikt chyba nie chce wojny.Apolitycy zrobi w  miedzyczasie  swoje.

W tym  okresie od czasu do czasu opracowywa£em  plany aortyzacyjne  sp£aty zad£uzeñ dla niektórych  Wydzia£ów Powiatowych na Pomorzu  z  tytu£u nieodprowadzonych w latach 1930–1936 sk£adek od wypadków  w  rolnictwie , które  to sk£adki zosta£y zuzyte na inne cele, np. Na  akcje  wyborcza , co  mia£o miejsce w  Swieciu  n/ Wis£a   przez  dosc  nies£awnej pamieci  Staroste  Krawczyka.

Sp£ata  takich  zad£uzen  obejmowa£a  nieraz  okres  35 lat , a  wiec  winna  byla  sie zakoñczyc w  latach 1973 – 1974. A wiec  w  obecnych  czasach. Czyz ,to nie  znamienne?

 Wracajac do pamietnej mobilizacji  w dniu 24 sierpnie 1939 r musze  zaznaczyc , za  karta  powo£ania  zostala  mi  doreczona  do domu po godzinie 14-te j przez  bezrobotnego,  którego wraz  z innymi  poszukujacymi  prace  zabrano z  Urzedu  Zatrudnienia  na  Wildzie  /ul.Czarnieckiego/

W godzinach popo£udniowach na niektórych gmachach ulokowane  zosta£y stanowiska  wojskowe z  karabinami maszynowymi.

Najblizszy taki Punkt od naszego ZUS-u znajdowal sie na  „Drapaczu“ Ubezpieczalni Spo£ecznej“, przy ul.Dabrowskiego 12 ,co wyglada£o  wcale  bojowo.

Prace  zakoñczylismy  o  normalnym  czasie.

 Wobec  zdepompletowanej  komunikacji  miejskiej  , trase  od  koñcowego  przystanku  tramwajowego  na  Sródce  /2-ka/ do  domu  na  Warszawskim  Osiedlu  musia£em  odbyc pieszo, bo  kursujace  na  tym  odcinku  autobusy  zosta£y  równiez  zmobilizowane.

Pózniej  wiec  niz  normalnie  w  dniu  tym  przyby£em  na  obiad ,

gdzie  czeka£a na , mnie  juz  karta  powo£ania . Oczywiscie  Zona  zdazy£a  juz  przygotowac  prowiant  na  droge. Moja  jednostka  mobilizacyjna  by£  70  Pu£k  Piechoty  w  Pleszewie .

 Po spozyciu  obiadu , omówieniu  pewnych  spraw  i  przebraniu  sie  wyszlismy  z  Zona  na dworzec  pieszo.  Po  drodze  wstapilismy  jeszcze do  Tesciowej , mieszka£a  na  Sródce, by  sie pozegnac  z  domownikami  „na  krótki  przeciez  czas“. Tymczasem  jakze  to  mia£o  byc  inaczej.

 Droge na dworzec wypad£o nam równiez przebyc pieszo,bo jak mog£o byc inaczej,zona sz£a zemna.

Z odjazdem nie by£o specjalnego k£opotu , bo pociagi w tym dniu by£y podstawiane do potrzeb chwili.

Tu na dworcu przewazaja rezerwisci udajacy sie w kierunku Pleszewa , Ostrowa , Kalisza.

Jest i serdeczny Kolega Stasiu Urbas z którym odbywa£em kiedys s£uzbe wojskowa w 58–mym pp.Oczywiscie rowarzyszy mu równiez Zona. Serdecznie sie witamy , zapoznajemy nasze m£ode ma£zonki , jako ze przyjemniej bedzie im wspólnie wracac do domu.

Nied£ugo nadchodzi czas odjazdu.zegnamy sie zatem z naszymi ma£zonkami na nied£ugie przeciez do zobaczenia sie, wsiadamy i pociag rusza.

Pociag przepe£niony , gwarno i nawet weso£o , gdyz jak na takie spotkanie  niejeden zdazyl zaciagnac sie czyms mocniejszym.

Podróz do Satcji Kowalew k/Pleszewa przesz£a niespodziewanie szybko, bo i spiewania by£ niema£o , na melodie “ wojenko , wojenko”…

 Odcinek drogi z Kowalewa do Pleszewa ca£a rezerwa przesz£a marszem po torze “ciuchci pleszewskiej” , bo piechurom nie wypada£o czekac za “Ciuchcia”.

 Tu zasta£a nas juz noc.Ale ca£y Pleszew pe£en by£ gwaru rezerwistów, i watpie ,czy którys z doros£ych “Pleszewiaków” w ta noc spa£.

Kadra sztabowców Pu£ku troi£a sie nad ujeciem tej zywej masy w rygory wojskowej dyscypliny.Co jakis czas wywo£ywanoposzczególne specjalnosci wojskowe, formujac w ten sposób nowe jednostki.

 Nad ranem uda£em sie jeszcze do miejscowego Urzedu Pocztowego by uzyskac po£aczenie telefoniczne z Cukrownia w Witaszycach, a konkretnie z moim kuzynem Antosiem H.

 Przy okienkach z drugiej strong urzeduja gimnazjalisci  starszych klas.

Spotykam tutaj pewna skromnie ubrana pania nadajaca telegram imieninowy do Wojewody Poznañskiego p.Bociañskiego.Jak sie okaza£o by£a to Siostra Wojewody, o ile mnie pamiec nie myli – Maria.

Wkrótce uda£o mi sie uzyskac przydzia£ do Plutoni £acznosci III Batalionu 70 P.P.

 Pluton nasz umundurowany by£ w pewnym gospodarstwie w po£udniowej cresci Pleszewa, gdzie pozostawa£ do 28 sierpnia .

W dniu tym w godzinych wieczornych na szosie Ostrowskiej za Koszarami nastepuje koncentracja pu£ku w ekwipunku bojowym, a nastepnie wymarsz w szyku ubezpieczonym na Stwiszyn.

Batalion nasz zosta£ rozlokowany w miejscowosci Blizanów

W okresie przygotowawczym obowiazywa£a oczywiscie bierna obrona p/lotnicza.

W godzinach wieczornych korzystalismy z krótkofalówki, wys£uchujac dzienników radiowych. Z dnia na dzieñ wiadomosci te nios£y coraz wiekszy niepokój , az nadszed£ tragiczny dzieñ 1 wrzesnia 1939 r.

Pierwsza informacje o nikczemnej, zdradzieckiej napasci Hitlera na nasz kraj do naszej  jednostki tj. Plutoni £acznosci dostarczy£ Kapelan Pu£kowy, który obchodzac poszczególne kwatery oddzia£ów i druzyn udziela£ jednoczesnie absolucji warunkowej.

 I tak oto w podstepny niewypowiedziany sposób wybuch£a

    

                                       II    W  o  j  n  a

 

Nastepnego dnia tj. 2  wrzesnia pu£k  przesuniety zosta£ poza Stawiszyn do m. Petryki i okolicy, a pózniej jeszcze na nastepne miejsce postoju m.Ceków i okolice, zajmujac tutaj stanowiska obronne w kierunku Kalisz.

 Wiadomosc o rozpoczeciu dzia£añ wojennych przyjeta zosta£a powaznie i u wszystkich wywo£a£a  chec bezwzglednej obrony

Ojczyzny i jej Wolnosci tym bardziej,ze tak bardo

mielismy przeciez liczyc na pomoc ZACHODU.

Oko£o 4 wrzesnia Pu£k przeszed£ pod dowództwo 25 D.P /gnieznieñskiej/ ,gdy do tego czasu wchodzi£ w sk£ad 17 D.P. /kaliskiej  pod dowództwem gen.bryg.Altera/.

Jak wiadomo  70 Pu£ walczy£ w sk£adzie  “Armi Poznañ”.

Podczas zajmowania stanowisk bojowych pod m. Ceków nad naszym Batalionem przelecia£y 3 samoloty niemieckie, które uprzednio w odleglosci ca. 2 km z kierunku Kalisza zaatakowa£y znajdujace sie na szosie,przebiegajacej w tym miejscu przez las oddzia£y Obrony Narodowej.

Samoloty te przelecia£y na wysokosci ponizej 100 mtr i zosta£y politane ogniem z broni maszynowej i recznej.Po ich przelocie ny ty£ach naszej lini nastapi£a detonacja i wg. Informaci naszych oficerów by£a ona wynikiem zestrzelenia jednego z tych samolotów.

A zatem smierc napastnikom. Radosc z tego sukcesu ogromny w naszych szeregach.

 Na tej pozycji pozostalismy do nastepnego dnia / 5 wzglednie 6 wrzesnia/, po czym nastapi£o przemieszczenie pu£ku.

Droga marszu wiod£a m.in. przez W£adys£awów, juz zbombardowany, dalej Ko£o na nowa linie frontu.

 W pewnym miejscu przy wychodzeniu z lasu  czo£o naszego Batalionu zosta£o ostrzelane  przez dywersantów niemieckich ukrywajacych sie w kartoflisku, przylegajacym do lasu.Grupa ta zosta£a oczywiscie bardo szybko zlikwidowana.

Zaopatrzenie w zywnosc by£o dobre ,wiec i nastrój niez£y, to tez i duch bojowy doskona£y by bic wroga, tylko,ze cos w przeciwnym maszerowalismy kierunku od granic kraju.Za bardo w “Polske”.

Poniewaz naloty niemieckich  samolotów  by£y coraz czestsze,które bombardowa£y  wszystkie drogi oraz coraz liczniejszych uchodzców opuszczajacych tereny zajmowane przez wroga, t£ok by£ coraz wiekszy.Totez nasze przemarsze odbywa£y sie nocami, od zmierzchu do switu.

Wreszcie oko£o 10 wrzesnia w godzinych popo£udniowych jednostki naszego Pu£ku wesz£y do akcji bojowej, forsujac przy wsparciu artyleri polowej oraz ciezkiej rzeke Bzure.

Do  dzisiaj jeszcze w zywej pamieci pozostaje ten fakt “któremu” w czasie posuwania sie przez £aki towarzyszy£ fajerwerk kolorowych rakiet. Bedacych umownymi znakami dla poszczególnych oddzia£ów.

Kroczacy zo£nierze w miare natrafiania trudniejszych do przebycia torfowisk donosili galezie, faszyne, siano,aby to wszystko s£ac pod  ko£a ciagnionych koñskich zaprzegów i armat  polowych.

 Po przekroczeniu Bzury nastapi£ bezposredni kontakt bojowy,poczeto tez zdobywac pierwszych jeñców niemieckich.Natarcie posuwa£o sie dalej do wieczora.

Trudno mi tu wskazywac nazwy mniejszych miejscowosci, gdyz tablice z ich nazwami zosta£y juz  pousuwane.

W drugim dniu walk w czasie ubezpieczenia £acznosci kablowej /przewodowej/ od Batalionu do Dowództwa Pu£ku us£ysza£em informacje D-cy Pu£ku o zabiciu malora Niedzielskiego,d-cy I Batalionu, który zgina£ przy likwidacji gniazda dywersantów niemieckich,dowodzonych przez pastora niemieckiego.Dywersanci ci ulokowali sie na drzewach nieduzego lasuku.

 Pu£k znajdowa£ sie w bezposredniej akcji 5 do 6 dni, a ja przez 36 godzin ubezpiecza£em po£aczenie liniowe, które niejednokrotnie by£o przerywane ostrza£em artyleryjskim.

I tak np. Kiedy w nastepnym dniu nasze trzy taczanki z karabinami maszynowymi w momencie zblizania sie do skrzyzowania dróg w wiosce przyfrontowej zosta£y natychmiast ob£ozone obstrza£em artyleryjskim. By£o to przy szkole, przy której przebiega£a nasza linia telefoniczny do dowództwa Pu£ku.

Taczanki oczywiscie w miejscu zawróci£y tuz przy parkanie szkolnym.Ale parkan ten by£ w tym miejscu mocno obryzgany koñska krwia.W lewo od tego miejsca,lecz cofniete nieco wstecz by£o stanowisko naszej artyleri. Punkt ten by£ zatem równiez pod obserwacja nieprzyjaciela, lecz dosc dobrze zamaskowany.

Nadzorowana przezemnie linia telefoniczna zosta£a oczywiscie przy samej szkole przerwana. Mia£em jedynie po£aczenie z  Batralionem.Od tego miejsca znajdowa£em sie w odleg£osci ca.100m, dosc dobrze zabezpieczony zabudowaniami gospodarczymi.

Uszkodzenie to /zerwane kable/ uda£ mi sie szybko naprawic.

 Wkrótce dosz£a mnie od d-cy centrali £acznosci batalionowej wiadomosc o smierci zo£nierskiej serdecznego Przyjaciela Franciszka Kryjoma, kaprala s£uzby zawodowej, pe£niacego obowiazki d-cy druzyny £acznosci I Batalionu.Stanowisko to zosta£o rozbite ostrza£em artyleryjskim nieprzyjaciela.

Z Franciszkiem Kryjomem odbywa£em w 1933 r  kurs £acznosciowy w Kadrze 7 Batalionu Telegraficznego w Poznaniu.

Smutna ta wiadomosc sprawo£a mi duza przykrosc, bo przyjazñ zo£nierska wiaze zwykle na ca£e zycie.

 Po zdobyciu terenu i zmianie pozycji wypad£o mi którejs nocy podprowadzic na linie frontu samodzielna kompanie c.k.m. sformowana na taczankach. Tego rodzaju zadania wymaga£y samodzielnosci w poruszaniu sie w terenie, co mi bardo odpowiada£o.

Nad ranem niemiecka artyleria rozpocze£a huraganowy ogieñ na miejscowosc postoju dowództwa batalionu,ale na szczescie ogieñ ten by£ zbyt któtki o dobre 300 mtr.

Niestety przysz£y dni zdobywania przewagi przez niemców.

Krytycznym dniem dla ca£osci Pu£ku by£ dzieñ 17 wrzesnia 1939 r. W dniu tym w godzinach rannych,przy duzej mgle Pu£k zanalaz£ sie pod huraganowym, skoncentrowanym ogniem artyleryjskim wojsk niemieckich.

W tym dniu nastapi£o formalne rozbicie i utrata zdolnosci operatywnej.Bardzo aktywne by£o równiez lotnictwo nieprzyjacielskie, które ostrzeliwa£o równiez pojedyñczych zo£nierzy, co równiez i mnie spotka£o z jednym jarociniakiem.

W godzinach popo£udniowych dotar£em do p£onacego I£owa,pow.Sochaczew. A po nocy spedzonej w dosc duzym zgrupowaniu taborów konnych nalezacych do róznych jednostek dosta£em sie z licznymi rozbitkami do niewoli na skraju wiekszych kompleksów lesnych, prawdopodobnie  Kampinosu.

 By£o to 18 wrzesnia 1939 rano, nota bene w pierwsza rocznice mego slubu. Mysli bieg£y wiec teraz do Poznania , do ukochanej  Zony, majacej na miesiac urodzic pierwszego Wnuka w naszych rodzinach.

 

Tak wiec zozpocze£a sie teraz

 

         III   -      N  i  e  w   o  l  a

  

Pierwsza noc jeniecka speszi£em z duza grupa wspó£towarzyszy na otwartym polu  Gabiniu.Tutaj spotykam nieoczekiwanie  Feliksa Stielera równiez mieszkañca Poznania, z którym znam sie od 20 – tu lat, jeszcze z okresu mej pracy w Obrzycku.Feliks powo£any zosta£ do Centrum Artyleri w Toruniu, a zatem by£ uczestnikiem “Armi Pomorze”.

Potwierdza sie powiedzenie,ze góra z góra sie nie spotka,gdy cz£owiek z cz£owiekiem  zawsze spotkac sie moze.

Oczywiscie spimy na go£ej ziemi, g£odni, bez perspektywy otrzymania w najblizszych kilku godzinach jakiegokolwiek jedzenia.

A wiec nie tylko,ze “kiszki marsza graj“, ale tu jeszcze niemcy nas pilnujacy od czasu do czasu puszczaja ze swoich cekaemów czeste serie dla zastraszenia i za próbujacymi ucieczki.

Nastepnego dnia poprowadzono nas w duzej obstawie dalej i pod wieczór ca£ymi kolumnami zostalismy wcisnieci za ogrodzenie olbrzymiego sadu.Maszerowalismy sy£y dzieñ, coraz g£odniejsi.

Wreszciepóznym juz wieczorem niemcy dowiezli w niewystarczajacej flosci chleb wojskowy.By£ miejscami mocno splesnia£y.Oczywiscie chlebem tym dzielono sie mozliwie równo.

 Choc mocno juz znuzeni , przed u£ozeniem sie do snu, podobnie jak poprzedniego dnia na go£ej ziemi, wszyscy jak jeden zo£nierskim zwyczajem poczelismy spiewac modlitwe wieczorna “Pod Twoja Obrone”…..

Otaczajace nas straze niemieckie i tutaj otworzy£y jeszcze mocniejszy niz w Gabinie ogieñ z karabinów maszynowych,Nad nami przelatywa£y wiec pociski swietlne, ale piesñ ta zosta£a jakos szczesliwie zakoñczona.

Dzieki temu, ze noce by£y jeszcze ciep£e i deszcze nie pada£y jakos ta noc przespalismy dobrzre.

Rano przy opuszczaniu tego ogrodu przed g£ówna brama kazdy wychodzacy otrzymywa£ porche sucharów, co mia£o stanowic menu na ca£y dzieñ marszowy.

 Przy wydawaniu tych porcji pomaga£y nasze sanitariuszki P.C.K..

Spotykamy tutaj równiez p.Zofie Matysiak w mundurze sanitariuszki,a w cywilu ekspedientke poznañskiego “Wollworta”, wspó£pracowniczke mej zony.

Da£em jej sie poznac okrzykiem i po swoim dosc wczesnym zwolnieniu powiadomi£a zone o naszym tak przypadkowym spotkaniu, no i o moim losie,ze zyje.

 Z g£odowa wprost racja zywnosciowa, wiecej niz g£odni i bez mozliwosci wypicia choc kropli wody, olbrzymia kolumna rusza w d£ugi, meczacy marsz przez Kutno do £eczycy.

W samym  Kutnie wpörowadzeni zostalismy w “k£us” przechodzacy nawet w “galop”. Tym morderczym przemarszem chcieli niemcy zapobiec ucieczkom, bowiem raz po raz ktos ubywa£ z kolumny, uskakujac do upatrzonych domów wzgl.w boczne uliczki.

Uskokom takim towarzyszy£y oczywiscie wystrza£y karabinowe otaczajacych nas Wachmanów, najczesciej starszych roczników.

Do £eczycy przybylismy pod wieczór.Kolumna zosta£a rozbita  na rózne kwatery.Dosta£em sie do mocno  nabitej 2-pietrowej szko£y.Pe£ne by£y równiez strychy.Dziedziniec szkolny na taka cizbe by£ stosunkowo zama£y.

Na poddaszu stojacego z boku domu dozorcy urzadzili Niemcy stanowiska pilnujacych nas Wachmanów.Stad mieli wyborowe pole ostrza£u ca£ego dziedziñca szkolnego.

Pobyt nasz trwa£ tutaj 5 dni. Z gotowaniem strawy nie bardo sie trudzono. Bardo wygodne  “Menu” stanowi£y sledzie solone prosto z beczki.Datali tej “wa£ówy” po 6 sztuk. To tez po takiej porcji pragnienie sprawia£o prawdziwe meczarnie. Brakowa£o wody. Zczego naprawde w tych dniach zylismy trudno mi juz dzis powiedziec.

Niemcy stawali sie coraz bardziej z£osliwi, to tez £atwo mozna by£o sie narazic na poczestunek kolba.

Po pieciu dniach nastepuje za£adunek do wagonów kolejowych /towarowych/ i jazda w nieznane ….

Jadza koñczy sie w Pabianicach.

Dokwaterowani zostajemy w Zak£adach Kindlera. Dostaje sie do opróznionej z maszyn hali fabrycznej, w której znajduje sie dwa tysiace ch£opa, a w ca£ych Zak£adach ponad 12 tys. Wspó£towarzyszy z róznych jednostek bojowych Armi Poznañ.

W przylegajacej hali spotykam Stasia Klorka z Tomiczek,pow. Nowy Tomysl,równiez £acznosciowca,wspó£towarzysza jeszcze z mnaszej s£uzby czynnej , odbywanej wspólnie w 58 P.P.

 Obecnie Stas Klorek zamieszkuje w Poznaniu i pracuje w M.P.K,. jako tramwajarz.

Zak£ady Kindlera przylegaja do boiska Soko£a na teren którego usi£owalismy sie nieraz przedostac.

Tutaj przysz£o nam spedzic dobry miesiac czasu, bo do 28 pazdziernika.Zacze£o sie wiec jako takie zycie obozowe.

Podzielono wiec nas na grupy z w£asnymi grupowymi, do obowiazków których naleza£y równiez spray aprowizacyjne, jak podzia£ chleba, czy pobieranie obiadów.

Ponadto kazdy we w£asnym zakresie zdobywa£ dodatkowa zawnosc, np. ziemniaki z wozów dostarczanych do kuchni wzgl. Kosci koñskich wyrzucanych przez kucharzy.

Na placaci pojawiac sie zacze£y polowe kuchenki z cegie£, na których gotowano oowe juz wygotowane  “zdobyczne” kosci koñskie oraz ziemniaki.Od czasu do czasu uda£o sie komus zdobyc, a nieraz zahandlowac jakies mieso, nie bardo podobne nawet do cieleciny. Co spostrzegawczy zauwazyli znikanie od czasu do czasu czworonoznych przyjació£, gdyz tych  w poczatkowym okresie nie barkowa£o, albowiem niejeden uczestnik obozui by£ Panem przyjaciela – pieska.

Ca£y obóz zorganizowa£  sobie w nieprzepisowy sposób swój tryb zycia.Rano i po zmierzchu odbywa£a sie modlitwa zo£nierska.A pózniej, wieczorem  “Gie£da”, czyli handlowanie czym sie da£o i co kto mia£.

A po “Gie£dzie” spiewy piosenek zo£nierskich.Duze powodzenie mia£y równiez dumki rosyjskie , czy ukraiñskie spiegane przez brac zolnierska ze wschodnich kresów naszej ojczyzny na cztery g£osy. P£yne£a wiec : Wo£ga,Wo£ga, czy tez  “Za Niemnem, za Niemnem ,mi£y mój bracie, az a z drugiej strong “G162ralu czy ci nie zal”,albo “O mój Rozmarynie”…

 Bodaj w pierwsza niedziele pazdziernika zostalismy zgromadzeni na placu poza fabrycznym w celu wys£uchania nabozeñstwa katolickiego. Czyli Mszy Sw. Oraz kazania, wyg£oszonego w jezyku polskim i niemieckim.

Jakkolwiek do odprawianej Mszy Sw.  Nie mielismy zasadniczych zastrzezeñ,jako,ze odprawiana by£a w naszym jezyku t.zn po £acinie ,to do wyg£oszone  kazanie przyjete zosta£o z pob£azaniem.

Nie przemawia£y do nas napomnienia kaznodzieji o nowym porzadku rzeczy i obowiazku pos£uszeñstwa wobec nowej w£adzy,ustanowionej z woli  Führera. Boc to teraz dopiero zapanuje porzadek,£ad , spkój i sprawiedliwosc.Watpilismy tez bardo, czy “kaznodzieja” sam w to wierzy, co nam do wierzenia podaje.By£o to widac po rozweselonych twarzach.

Czasu mielismy tutaj bardo duzo, az do znudzenia.To tez chodzilismy z hali do hali, z kata w kat, po wszystkich zakamarkach.

Cesto zaglada£em wiec do archiwum Zak£adów, gdzie nikt nie przeszkadza£ wertowac a aktach firmy, pochodzacych jeszcze z lat 1890 – tych.

Interesowa£y mnie wiec ksiegi zarobków tygodniowych, poszczególnych pracowników, wyrazajace sie kilkoma rublami i kopiejkami.

Wszak tutaj zyli kiedys poddani Cara…

Duzo interesujacej lektura znalezc tez by£o mozna w praie polskiej b.zaboru rosyjskiego,a w szczególnosci w listach Henryka Sienkiewicza  z jego podrózy do Ameryki.

Niemcy zorganizowali Izbe Chorych, w której pod nadzorem lekarza-niemca, urzedowali nasi lekarze-jeñcy, majacy do pomocy naszych sanitariuszy. Korzystanie z pomocy lekarskiej odbywa£o sie w sposób zorganizowany,na wzór wojskowy tj.przez meldowanie sie u grupowego i doprowadzenie chorych do Izby Chorych.

Z czasem gdy pobyt nasz sie przed£uzal, lakarze  nasi zaczeli zadac masowego zg£aszania sie  do Izby Chorych pod kazdym pozorem.Chopdzi£o o to by na Niemcach wywrzec jakis wp£yw aby zdecydowali sie na rozwiazanie tamczasowosci tego skupiska jeñców.

Cos w drugiej dekadzie pazdziernika ruszy£o niesmia£e zwalnianie ma£ych grup do domów, na indywidualne podania.

Z£ozylem równiez takie podanie.

Na jednej ze zbiórek pada£y nazwiska tych co mieli byc zwolnieni.Kiedy pad£o moje nazwisko i imie,zg£osi£o sie dwóch kandydatów do domu, ja i drugi mój imiennik, pochchodzacyz okolic Ostrowa Wlkp., starszy odemnie cos o 6 roczników. Okaza£o sie,ze zwalniaja starsze roczniki.

Poniewwaz ,nie mielismy moznosci wysy£ania wiadomoosci do domu, skreslony list do zony poda£em okazyjnie przez p£ot pracownikowi Zak£adów, zatrudnionemu w cresci frontowej Fabryki. List ten zaadresowa£em do ZUS w £odzi na rece p.Ryszarda Swiatkowskiego poprzednio zatrudnionego w Poznañskim ZUS-ie i o dziwo list ten w krótkim czasie poczta urzedowa dotar£ do Poznania, gdzie przez niezyjacego juz kolege Edmunda Dymaczewskiego zosta£ doreczony mej zonie.

W tym czasie w krauj naszym “poczta ludowa” doreczana by£a bardo duza ilosc podoobnych informycji, jako, ze okupant nie zorganizowa£ jeszcze normalnej poczty na terenach zdobycznych.

W miedzy czasie  zaistnia£a jeszcze jedna “okazja” rych£ego powrotu do domu. Otóz pewnego dnia posz£y “wiesci” , ze ruszy zwalnianie na wieksza skale.

Kiedy wiec zaczeto formowac pierwsza grupe “200” , uda£o mi sie jakos ulokowac w tej grupie specjalnej.

Wkrótce grupa ta opusci£a Fabryke Kindlera , by udac sie do szko£y, bodajze gmachu gimnazjum, znajdujacego sie przy g£ównej ulicy Pabianic.

W czasie tego “przekwaterowania” spotykamy w przeciwnym kierunku maszerujaca grupe naszych Oficerów. Nas by£o 200-tu, a oficerów natomiast oko£o 500-set. W gupie oficerskiej rozpoznaje kroczacego w pierwszej czwórce p£k.dypl.Leszczyñskiego ze  Sztabu  17 Dywizji Piechoty z Gniezna, w sk£ad której od 5 wrzesnia wchodzi£ równiez mój 70 P.P.

W momencie zblizania sie obydwu grup, w naszej gupie pad£a komenda: “Bacznosc,na lewo patrz”… Przybilismy kroku, ile si£ w nogach.To samo czynia Oficerowie, by w ten sposób oddac sobie nawzajem poraz ostatni w kampani wrzesniowej honory wojskowe.

Jakas przedziwna  radosc zapanowa£a na naszych twarzach i w naszych sercach.To samo da£o sie zauwazyc wsród kadry oficerskiej.Fakt ten d£ugo komentowalismy, jako jeszcze jeden rys swiadczacy o godnej postawie zo£nierza polskiego i szacunku dla kadry oficerskiej, która wytrwa£a do koñca ostatniego boju.

Nadzieja na szybkie  zwolnienie spe£z£a na niczym, bo na terenie szko£y pobylismy zaledwie tylko jedna noc.

Po wejsciu na teren szko£y zajelismy miejsca w hali gimnastycznej, przygotowanej na noclegi.

Tutaj znajdowa£a sie juz pewna grupa “naszych zo£nierzy”, ale niestety  przeznajacych sie do pochodzenia niemieckiego ,czyli t.zw.”Volks Deutsche


 
Fot.
Tytuł: Dziembówko
Opis:
DZIEMBÓWKO
 
Osada, powstała według przekazu ustnego ok. XVII wieku, kiedy to Holendrzy osuszali bagna nad Notecią. Jednak do większego znaczenia dochodzi wówczas, gdy Lebrecht Klitzing w roku 1871 założył hutę szkła nazwaną od imienia swojej żony Gertraudenhutten. Hutę rozebrano w roku 1927. Pozostały jeszcze nieliczne zabudowania z tamtego okresu np. budynek, w którym mieści się przedszkole. W majątku wówczas prowadzono hodowlę bydła holenderskiego i owiec rasy Rambouill. Znaczącym wydarzeniem w życiu mieszkańców Dziembówka i Dziembowa było otwarcie nowej linii kolejowej z Piły do Poznania w roku 1879.

Wracając do Dziembowa w roku 1907 właścicielem majątku Dziembowo został Bogislaw von Klitzing - starosta z Obornik.

Powierzchnia majątku liczy wówczas ok. 1790 ha, w tym 806 ha pól uprawnych, 127 ha łąk, 317 ha pastwisk, ponad 507 ha lasów i wiele nieużytków.

Dwór w Dziembowie mocno podupadł. Niestety, w roku 1975 został rozebrany i nie doczekał się historycznego opracowania.

Na zachowanym zdjęciu, wykonanym w latach 60. XX w. można sądzić, iż powstał on jeszcze w XVIII wieku, być może ok. roku 1770.

Do naszych czasów zachowała się oficyna dworska (dzisiaj przedszkole) i budynki, które pierwotnie miały być gorzelnią (dzisiaj mieszkania).
Przed II wojną światową w Dziembowie funkcjonowały 3 młyny, 2 traki, 5 sklepów (3 kolonialne, 2 rzeźników, 1 piekarz), restauracja.

 
Fot.
Tytuł: Metryka urodzenia Anastazji Zimniak
Opis: Nazwisko Zimniak wystepuje rowniez w zmienionej pisowni,dzieki urzednikom chodzieskim,ktorzy bezmyslnie spisywali z ksiag niemieckich niemiecka pisownie naszego nazwiska.

 
Fot.
Tytuł: Metryka urodzenia Andrzeja Zimniaka
Opis: Nazwisko Zimniak wystepuje rowniez w zmienionej pisowni,dzieki urzednikom chodzieskim,ktorzy bezmyslnie spisywali z ksiag niemieckich niemiecka pisownie naszego nazwiska.

 
Fot.
Tytuł: Metryka urodzenia Marianny Zimniak
Opis: Nazwisko Zimniak wystepuje rowniez w zmienionej pisowni,dzieki urzednikom chodzieskim,ktorzy bezmyslnie spisywali z ksiag niemieckich niemiecka pisownie naszego nazwiska.

 
Fot.
Tytuł: Dziembówko
Opis: Dziembówko dzis-z lotu ptaka

 
Fot.
Tytuł: Rodzina Franciszki,Pelagia,Miros£awa,Micha£
Opis: w dniu 27 sierpnia 2015 roku Bydgoszczy urodzila sie kolejna cz£onkini naszego rodu Liliana Krzemkowska.Gratulacje dla rodzicow i duzo zdrowka dla córeczki

 
Tytuł: Klan Rodziny Zimniak
Opis: Szczepan w Rzadkowie, Deresz Elżbietę spotkał W sobie rozkochał i z nią pozostał Dzieci narobił też co nie miara Bo cztery córy i synów chmara Pierwsza Franciszka co w Milczu mieszkała Za Kucharskiego Józka się dala Też sporo dzieci tam razem mieli Dwóch chłopaków dziewoje cztery One nazwiska zmieniły swoje I ich przybyło więcej jak dwoje Zielny, Dzioba i Górski choć i Kucharskich zostało bez liku Ale też inne nazwiska przybyły Jak Cysek, Wachowicz i Pufal Które się póżniej jednak zmieniły Drugim był Józef w Dziembówku mieszkał 15 dzieci spłodzić tam nie omieszkał Trzy żony do grobu wsadził Siedmioro dzieci też zaraz po urodzeniu stracił Oprócz Zimniaków też inni przybyli jak Szyguła, Twardowski, Dziubiński ,Cybulski i Chmiel Dalej to Weckwerth, Górkiewicz i Lach Innych nie wspomnę bo czasu brak Trzecia Marianna co krótko żyła I w wieku 28 lat życie skończyła Panienką była dzieci nie miała Iw Dziembowie pochowana została Czwarta Anastazja-Helena Taterkowi się oddała Z którym też sporo dzieci miała dwóch synów i trzy dziewczyny i one tez stany panieńskie zmieniły Powychodziły za Szudrowicza, Niedzielskiego a także i Krzywańskiego Następnie zmieniły nazwiska rodu I nam przybylo Świdraków , Łukasiewiczów Do naszego rodu Piątym był Andrzej serce w Helence zawojował Siedmioro dzieci mu dała choć pierwsze tylko roczek miała. Następnych też podzieliła równa na trzech synów i trzy dziewczyny, które nazwiska póżniej zmieniły Bronek był szóstym z kolei synem Dwóch synów i córkę miał Lecz za Cesarza wojować musiał I w bitwie pod Wąsewem zakończył swe życie. Siódmym Jan się okazał, który przed wojną się Wyprowadzał. Zamieszkał z dala bo aż w Berlinie Jednak nie po tej stronie co powinien. W nocy ulice mu przegrodzili . Od Honekera dostal przepustkę By mógł odwiedzić rodzinne strony Które zostawił w Dziembówku, Dziembowie Chodzieży w Ujściu, Poznaniu i Pile Także w Kaczorach, Milczu, Morzewie Miło wspominał przeżyte chwile Wszystkich uściskał i ucałował Zmarł w Ost Berlinie nie pozostawiając Nikogo swego na świecie , zmarł tam bezdzietnie. Samotnie, nie przy rodzinie Szczepan Zimniak Klan ten rozpoczął Choć inne nazwiska sie pojawiają Które przytoczyć ja tutaj mogę Ale i po co Zobaczyć to możesz sam Na mej stronie bo w internecie jest To stworzone wystarczy wpisac tylko Tą stronę www.zimniak.pl Mógłbym też fotki umieścić w w mym Rodzinnym Drzewie Nie wszyscy jednak oblicza swe dają Choć na Facebooku co chcą wklejają Roman Zimniak 29 kwietnia 2016

[1]
[2]
»»